- Tylko troszkę. Ej ! Nie musisz smarować mi grzanek - powiedziałam po chwili rumieniąc się. Zawsze jej powtarzałam, że ma tego nie robić. W końcu nie jestem delikatna i krucha jak jej się wydawało. Bardzo, ale to bardzo mnie to wyprowadzało z równowagi, kiedy wszyscy dookoła traktowali mnie jak boga. Gdyby jeszcze traktowali mnie tak za samą moją osobę, mogłabym nawet spokojnie na to pozwalać. Ale nigdy, przenigdy nie mogłam pozwolić, żebym była obsługiwana ze względu na moje nazwisko.
- Non problema ! - powiedziała i podeszła do szafy, żeby wyjąć mi z szafy mój mundurek szkolny. Moje liceum było banalne, ale słynęło z bardzo pięknych mundurków. Rozebrałam się i kiedy weszłam do łazienki zamarłam. Woda była przygotowana. W wannie było mnóstwo piany, a płyn do kąpieli pachniał nieziemsko. Zabrałam szybko ręcznik i owinąwszy się nim podeszłam do Alicji.
- Co to ma znaczyć ? - zapytałam zbulwersowana.
- No .. przygotowałam ci kąpiel..
- Ale mówiłam ci ! Sama umiem sobie poradzić, mam szesnaście lat ! Nie jestem już dzieckiem. Co ? Może rodzice ..
- Tak. To państwo Biankowscy kazali mi się tobą zająć, więc myślałam..
- Alicjo, słyszysz się ?! - byłam już wściekła. - Jezu, to, że nie mają dla mnie nigdy czasu, nie znaczy, że mają mi wynajmować nianie ! Pracujesz tu cztery lata, powinnaś wiedzieć, że tego nienawidzę. No nic, jeśli już to zrobiłaś, pozwól, że pójdę się wykąpać. Jednym susem znalazłam się w łazience. Zanurzona w wodzie patrzyłam nieprzytomnym wzrokiem w sufit.
- A czy może państwo Biankowscy zechcieli by zjeść ze mną obiad ? - krzyknęłam do drugiego pomieszczenia gdzie znajdowała się Alicja.
- Luizo, przykro mi...
- Nie ważne - przerwałam jej. - Zapomnij. Tego pytania nie było.
Nadal wpatrywałam się w górę. Dlaczego nie mogłam mieć normalnej rodziny, która byłaby normalna ? Nie uważam, że moja nie jest, tylko mam dosyć. Moi rodzice myślą, że jak mają pieniądze są lepsi od innych. Szanowani Biankowscy. Heh, cóż za ironia.
Po wyjściu z wanny wytarłam się i zabrałam się za makijaż. Jak zwykle na mojej toaletce leżało mnóstwo kremów, mleczek, błyszczyków, cieniów do powiek, żelów, pudrów, podkładów, wacików. W wielkim lustrze ujrzałam dziewczynę o długich, blond włosach. Miała wielkie oczy, a z nimi duże, czarne rzęsy. Rzadko widywało się blondynkę o ciemnych rzęsach. Oczy były koloru zielonego. Bardzo mocnego i głębokiego zielonego. Kiedy skończyłam, weszłam do pokoju by ubrać mundurek szkolny. Byłam z niego dumna. Biała minispódniczka z zielonym pasem doskonale pasowała do bluzeczki. Rozpięłam w niej tylko dwa guziczki, żebym nie wyszła na zakonnice. Czarny krawat był doskonały do całego zestawu. Lubię, kiedy koreczki butów stukają w drodze do samochodu. Kiedy miałam go na sobie ponownie wróciłam do łazienki, by przeczesać swoje włosy. Od kiedy je postopniowałam, wydawały mi się jeszcze bardziej wspaniałe. Wyszłam z łazienki by zaprezentować całokształt Alicji. ta gwizdnęła po czym powiedziała :
- Huh, wyglądasz wspaniale, kochanie.
- Tak sądzisz ? Nie .. no może trochę. No całkiem .. - zaczęłam robiąc zgrabny piruet.
- Ojeju, która to godzina ! Musisz się pospieszyć. Lucyfer już czeka - powiedziała i już jej nie było w moim pokoju.
- Ta.. szkoła - bąknęłam owijając szyję szalikiem. Może zrobiłam błąd, że włożyłam te jakże ''seksi'' podkolanówki ? Kiedy wyszłam, Lucyfer już na mnie czekał. Tak naprawdę ma na imię Cyryl, ale jest zły, kiedy go tak nazywamy, więc przyjęła się ''ksywa'' Lucyfer.
- Jezu, ile mam czekać ? - zapytała otwierając prze de mną drzwi. Kiedy wsiadłam, poczułam te wyśmienite ciepełko, które przeszyło moje ciało.
- Masz lepiej, bo możesz sobie grzać dupę w tym aucie - powiedziała ze śmiechem i dałam mu przyjacielskiego kuksańca. Jego też bardzo lubiłam. Mimo, że wydawał się chłodny i oschły, szczególnie dla Alicji, był naprawdę duszą towarzystwa [ wyjątek : Alicja ]. Tak naprawdę wiem, że się lubią. Baardzo.
- Ruszamy ? - zapytał nadal się szeroko uśmiechając.
- Heh, nie, wcale nie. Wracam do mojej sypialni - rzuciłam. Ostatni raz spojrzałam na zegarek. Nie było jej. Czyli nie ma na co czekać.
- Czekajcie na mnie ! Czekajcie ! Ej, nie ty, ona ! - ktoś krzyczał jak dla mnie za głośno. Tylko jedna osoba była zdolna tak piszczeć.
- Klara ! - pisnęłam kiedy dobiegła do ruszającego samochodu. usiadła obok mnie i krzyknęła Lucyferowi do ucha :
- Lucyferku, tęskniłeś ?!
- Tak, te dwa tygodnie bez ciebie były udręką - powiedział Lucyfer z nutką sarkazmu.
- Wiem, że to był sarkazm - mruknęła oburzona. Cmoknęła mnie w policzek. - I jak było na feriach ?
- Wyśmienicie ! Muszę ci opowiedzieć, a jest co opowiadać ! - pisnęłam zachwycona, że w końcu mogę ją zobaczyć.
- Ehm, możemy ruszyć ?
- Jeszcze nie ruszyłeś ?! - krzyknęłyśmy chórem a Klarą po czym wybuchłyśmy śmiechem.
- Tak, to moja wina - powiedział oburzony i ruszył. Może dlatego ludzie się go boją ? Ta jego mina ..
***
- Źle się czuję - powiedziałam i ruszyłam w stronę szkolnej toalety. Jak zwykle towarzyszyła mi moja przyjaciółka.
- Boże, jesteś w ciąży ! To miałaś mi powiedzieć, prawda ?! Jezusie, Luiza, ty cholerna wszo, co ja ci mówiłam ! Wpadłaś ! Boże, będę ciocią, a jestem n a to za młoda ! Dzięki wielkie ! - mówiła jednym tchem. Czasami zastanawiałam się, jak ona to umie robić. W końcu zawsze tak mówiła, ale to stawało się przerażające.
- Nie wpadłam, idiotko, nie jestem w ciąży. Halo, z tej strony dziewica - powiedziałam stukając palcem w czoło, co miało znaczyć, żeby troche pomyślała.
- Uhm, rozumiem, Ale się przestraszyłam - pisnęła po chwili i znalazła się przy mnie trzymając mi włosy.
- Wiesz .. - nie dokończyłam bo nachyliłam się nad muszlą.
- Co ty jadłaś ? - zapytała z przerażeniem w oczach.
- Jak to co ? Grzanki - odparłam obmywając twarz zimną wodą.
- Jezu, jesz ich tyle, a nadal masz figurę modelki - syknęła i z udawanym oburzeniem odwróciła głowę.
- Przecież ty też - mruknęłam zdziwiona.
- Może trochę - powiedziała i obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
Popatrzyłam na nią. jej śmiech ustał, a sama patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach. Cofnęła się o de mnie o tyle, ile to było możliwe i zakryła usta dłońmi.
- Boże, dostałaś okresu ? Dać ci zapasową bieliznę ? - zapytałam z na pewno z głupim wyrazem twarzy.
-T-ty.. b-boże..t-ty..ale..a-ale.. - zaczęła jąkając nadal zakrywając dłonią usta.
- No wykrztuś to ! Ja dostałam okresu ? - zaczęłam oglądać moje nogi, czy czasem nie są zakrwawione.
- Masz s-skrzydła ! - krzyknęła. - Boże, ty masz skrzydła !!
- C-co ? Nie rób ze mnie jaj, to nie śmieszne - pokiwałam jej palcem przed nosem.
- Luizo Biankowska. Miło mi cię poznać - ktoś rzucił za mną najpiękniejszy i najdelikatniejszy głos jaki kiedykolwiek słyszałam. Bałam się odwrócić. Bałam się w cholerę. Zamknęła oczy.
- B-bo zaraz zacznę krzyczeć.. wynoś się zboczeńcu ! - krzyknęłam nadal odwrócona do niego plecami.
- Z-zboczeńcem ? Raczej Archanioł Gabriel - odpowiedział mi ten sam męski głos. Zamarłam i nie odważyłam się poruszyć chociaż odrobinę. Popatrzyłam na Klarę. Leżała w bezruchu na ziemi.
- Nie martw się, zemdlała, ale jak się ocknie nie będzie pamiętać - powiedział. Kiedy się odwróciłam, ujrzałam wysokiego mężczyznę. Ubrany był oczywiście w długa, białą szatę. Stylowe '' Jezuski '' dawno wyszły z mody.
- W niebie raczej dalej są w modzie .. - zaczął. - Ale jak ci się nie podoba ..
- J-jak t-to .. ? - jęknęłam patrząc mu prosto w oczy.
- Tak. Musisz opanować lekcję, w której będziesz potrafiła ukryć swoje myśli..hm.. - przybrał pozę myśliciela.
- O-opanować ? Co t-ty pieprzysz ? - odgarnęłam grzywkę z czoła. Było całe mokre.
- Pięknie ! - klasnął w dłonie. - Przechodzisz m-e-t-a-m-o-r-f-o-z-ę !
Czy to jest jakieś cholerne show ? A ja mam grać główną rolę ?
- Już wiem, o co chodzi - zaśmiałam się. Wstałam i zaczęłam robić obracać się wokół własnej osi. - No dalej, wyłaźcie ze swoją debilną kamerą ! No dalej, czekam ! - zaczęłam chichotać.
- O co ci chodzi ? Aa.. gdybym nie był aniołem, umiałbym tak ? - zapytał i po chwili z jego dłoni wyrosło .. drzewko. Małe drzewko. Ostatnim co pamiętam był mój idiotyczny chichot. Później urwał mi się film.