środa, 15 lutego 2012

Zadanie z polskiego ;d

Doświadczyłem dziwnego uczucia. Czy to był strach ? Owszem. Strach i to niesamowicie niebezpieczne zimno. Szybko potrząsnąłem głową, by wyrzucić z siebie te okropne myśli kłębiące się w mojej głowie. Wezwanie... wojsko... wojna...! Nie mogłem, nie chciałem dopuścić tego wszystkiego do mojej świadomości, ale wdarło się tam siłą i zajęło miejsce. Powoli zacząłem układać całość niczym puzzle. Nie mogłem na to pozwolić. Nie on. Kiedy czytałem książki i ukazywana tam była silna więź bliźniaków, która w jakiś wyjątkowy sposób ich łączyła, uważałem, że to steki bzdur zachęcających kogoś do czytania. Dopiero w tej chwili dotarło do mnie, że to wcale nie była bujda wciskana ludziom. Moje serce nareszcie zrozumiało. Ja byłem nim, on był mną. Byliśmy jednością. Jak dwie połówki całości. Musiałem coś z tym zrobić. W końcu to był Filip, który nie umiał zrobić jajecznicy. On i wojsko ? To połączenie było błędne. Wręcz niemożliwe. Wiedziałem, że nie mógłby sobie poradzić. W końcu był moim małym, kochanym braciszkiem którym się opiekowałem. Teraz też zamierzałem to zrobić.To nie był przymus. Tak musiało być, co do tego nie miałem wątpliwości. Gdyby mu się coś stało, nie darowałbym tego sobie. To tak, jakbym wysłał go na wojnę i czekał, aż przyjdzie wiadomość o jego śmierci. Dla jego dobra byłem w stanie zrobić wszystko. Czy umarłbym za niego ? Jak najbardziej. Podjąłem decyzję, że ja wykonam to zadanie. Z nas dwóch mogę to być tylko ja.
***
Wojna to piekło. Coś o wiele gorszego od piekła. Codziennie spoglądasz w oczy śmierci. Patrzysz na nią. Rodzinna kłótnia... zdrada... to wszystko staje się drobnostką, kiedy na twoich oczach giną kobiety, dzieci, twoi bliscy. Niewyobrażalny koszmar, który jest z tobą cały czas. W dzień i w nocy w twoich snach. Nie możesz go z siebie wyrzucić. Prześladuje cię, pozbawia cię człowieczeństwa. Czy stanę się zwierzęciem bez uczuć patrzącym na te wszystkie cierpienia z uśmiechem na twarzy ? Czy może już nim jestem ? Zastanawiam się, jak będę z tym żyć. Czy śmierć nie byłaby lepszym rozwiązaniem. Jedynym plusem całej sprawy jest to, że zrobiłem to dla dobra mojego brata. Wiem, że cokolwiek ze mną się stanie, to nie ważne. Ważne jest to, że on jest bezpieczny.
***
Opadłem na ziemię. To mój koniec ? Naprawdę tak to się miało skończyć ? Cóż, byłem na to przygotowany. Podjęcie służby w wojsku za mojego brata to moja najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem. Nigdy tego nie żałowałem. Mam nadzieję, że przeczyta mój list, w którym krytykuję jego przygody w kuchni i wyznaję mu moją braterską miłość. Cieszę się, że mogłem to dla niego zrobić. Żyj szczęśliwie ze świadomością, że to ja zostałem wezwany do walki, a nie ty. Nigdy nie zastanawiałam się jak umrę, ale umrzeć za kogoś kogo się kocha wydaje sie dobrą śmiercią. To była moja ostatnia myśl. Tak, to był mój koniec.

środa, 8 lutego 2012

Rozdział 2.

- A więc j-jestem aniołem .. - zaczęłam po bardzo niezręcznej chwili ciszy. Przystojny Archanioł siedział za - oczywiście białym biurkiem na oczywiście - białym krześle. Kiedy byłam mała marzyłam tylko o tym, by znaleźć się w niebie. Zastanawiałam się, jak to jest w podniebnym raju. Oczywiście wtedy wiedziałam, nie, miałam nadzieję, że jest tam wszystko koloru białego. Ale kiedy podrosłam, stałam się dojrzałym owocem, myślałam, że to kit i że w niebie jest tak jak na ziemi. Czyli normalne, dębowe meble.
- Dokładnie tak - uśmiechnął się jak na osobę świętą przystało. 
- A..hm.. w związku z tym, co się ze mną stanie ? - zapytałam wąchając się chwilę. 
- Jak to co ? Nie będziesz mogła żyć na Ziemi. Teraz będziesz musiała zamieszkać tu - zaśmiał się po czym wrócił do pisania czegoś w notatniku. Popatrzyłam na niego zdumiona.
- Chyba żartujesz Panie-myślę-że-mogę-rozkazywać-innym-aniołom - zmierzyłam go wzrokiem. - Jak ty, pardon, Aniele sobie to wyobrażasz ? Mam tu rodzinę.. przyjaciół, szkołę ! I ..  wkrótce nowego brata.. 
Gabriel uniósł brwi.
- Brata ? - zapytał zainteresowany.
-  Tak. Moi rodzice chcą zaadoptować chłopaka. Ma na imię Aleks. Ma 19 lat, nie sądzisz, że to jest głupie ? Nie mają czasu dla jednego dziecka, a już złożyli wszystkie papiery co trzeba ? Jutro go odbierają. Chcą znaleźć dla mnie towarzysza i wynagrodzić mi te wszystkie lata samotności, gdyż nigdy nie było ich w domu - powiedziałam jednym tchem.
- Wiesz..Wiem jak się czujesz. To znaczy, próbuję sobie to wyobrazić - podrapał się po swojej idealnej głowie. - Twoi rodzice..hm.. wiedzą, że jesteś kim jesteś..
- Co ?! - zachłysnęłam się powietrzem. Jak na zawołanie przede mną stała szklanka z wodą. 
- Nie wiedziałaś ? 
- Nie, skąd miałam wiedzieć ? 
- No tak. Więc słuchaj - mruknął po czym usiadł obok mnie. - Samanta i Feliks, kiedy się poznali liczyli sobie 17 lat. Heh, jak to bywa, pierwsza miłość. Poznali się w Akademii Aniołów. Byłem ich opiekunem, zawsze byłem blisko nich. Szkoliłem ich, by stali się dojrzałymi aniołami. W jednej chwili wszystko runęło. Samanta była w ciąży, w czasie praktyki. Oczywiście, wtedy nie wolno nam szkolić młodych uczniów. Feliks mocno przeżył rozstanie z ukochaną, ponieważ on nie mógł być przy niej. Ale w czasie porodu zawsze pozwalano ojcom dziecka być przy swojej ukochanej. Samanta urodziła zdrowego chłopca. Wiesz, twoi rodzice byli najbardziej szanowaną rodzinom w niebie. I każdy wie, że gdy dwoje ludzi są aniołami, ta musi począć dziecko - anioła. Po prostu musi. Nie może być inaczej. Ale niestety, ich maleństwo nie było aniołem. Urodził się bez skrzydeł. Zwykły śmiertelnik. Twoi rodzice jednak się cieszyli. Bardzo się cieszyli, więc postanowili, że wrócą na Ziemię. Tam wychowywali Maksa. Kiedy trochę podrósł o dziwo - wyrosły mu skrzydła. Wielkie było nasze zdziwienie, kiedy skrzydła okazały się być koloru czarnego. Należał do Upadłych Aniołów, więc został wygnany i pod opieką Lucyfera wychowywał się w Piekle. Ty byłaś ich drugim dzieckiem. Twoi rodzice byli .. zachwyceni, zakochali się w tobie i postanowili, że nigdy nie będziesz mogła się dowiedzieć o ich przeszłości. Ani o wszystkim, co jest z tym związane - zakończył i jednym susem opróżnił swoją szklankę.
Zamoczyłam dwa palce w szklance wody i przetarłam nią sobie oczy.
- Och.. jakież to wzruszające, boże, aż łezka w oku się kręci - powiedziałam żałosnym głosem.
- To nie jest śmieszne - rzucił oschle nadal szperając w papierach.
- Jest. Kłamiesz ! Moi rodzice nie mieli dziecka ! I nie są aniołami .. - zakryłam sobie uszy i zaczęłam wrzeszczeć. - Kłamca, kłamca, kłamca, kłamca .. !
- Przestań - mruknął i spojrzał mi w oczy. Mówił prawdę. Nie byłam ich pierwszym dzieckiem, a oni sami mnie oszukiwali. Cóż za ironia. Żyłam ze świadomością, że jestem normalna. Najnormalniejsza z najnormalniejszych. Błąd.
- Przykro mi, ale musiałem ci powiedzieć.
- Przykro ? Jakby nie ty, nigdy bym się tego nie dowiedziała ! - krzyknęłam.
- Jest mały problem. Jeżeli twoje skrzydła dały o sobie znać .. twój brat musi tu być. Na Ziemi. Mimo, że nie urodziliście się w tym samym czasie, jesteście bliźniętami. Bliźniacza Klątwa - ziewnął. - No, a teraz pokaż mi je.
- Co ? - zapytałam patrząc na niego oczami typu '' Jestem kretynką '' .
- Skrzydła - zaśmiał się.
- Żartujesz ? Ja niby wiem, jak one wyrosły, skąd i dlaczego ? Stop. Cofam te pytania. Nie umiem ! - pisnęłam i potrząsnęłam włosami w obie strony.
- Wiesz. Pomyśl o tym. Wyobraź siebie jako najpiękniejszą anielicą z najpiękniejszymi skrzydłami.
Zamknęłam oczy. Na pewno wszystko wydawało się być pozbawione sensu, ale chciałam się dowiedzieć, kim jestem. Chciałam wiedzieć o wszystkim, co związane jest w pewnym stopniu ze mną. Chwilę później pomyślałam o moim przyszłym bracie. W tej właśnie chwili uświadomiłam sobie.. że ja mam brata. Którego mnie i jego łączy krew. Jesteśmy jednością ! Poczułam niewyobrażalny ból na moich plecach. Przypomniały mi się słowa mojej najlepszej przyjaciółki : '' Ty masz skrzydła ! '' . Jeżeli było to prawdą, nie czułam takiego bólu, który odczuwałam w tej chwili.
- Metamorfoza.. przemieniasz się ! - krzyknął i jednym susem chwycił moja rękę. - Teraz musisz być spokojna, będzie boleć ..
Krzyknęłam. Moja twarz.. moje ręce i nogi, tułów i brzuch, niewyobrażalnie piekły. Moje oczy.. nic nie widziałam ! nic nie czułam.. zdrętwiałam. Straciłam swoje zmysły.. nie słyszałam jego głosu. Jego śpiewnego głosu. Jego głosu, który brzmiał jak miliony małych, srebrnych dzwoneczków. Poddałam się.

***

- Pięknie.. wszystko idealnie wyszło. Powinnaś być z siebie dumna - powiedział Gabriel śmiejąc się.
- Nie traktuj mnie jak babę w ciąży. Nie jesteśmy na porodówce - syknęłam i od razu się zamknęłam. Moje usta piekły. strasznie piekły. 
- Nie mów. Musisz odpoczywać. Nie uwolnisz się tak szybko od bólu. Ja.. mogę go jedynie osłabić - bąknął niewyraźnie.
- Poproszę .. 
Nadal nie mogłam otwierać oczu, nie mogłam się ruszać. Słyszałam. To jedyny zmysł, który w końcu do mnie wrócił. I nagle. Jakby czar.. nie czułam tego piekącego diabelstwa. Otworzyłam oczy. Ale nie było tak, jak wcześniej. Wszystko widziałam tak bardzo, cholernie wyraźnie. Intensywne zapachy kuły mój nos. Zazwyczaj mój ból był podobny do bryły lodu. Potrzeba trochę czasu, by lód się roztopił.
- Jesteś piękna - powiedział po czym uśmiechnął się promiennie.
- He ? Przecież .. - nie pozwolił mi dokończyć, gdyż moją uwagę przyciągnęła kobieta na przeciwko mnie. miała długie, piękne i lśniące blond włosy, a jej jedno oko w kolorze błękitu zasłaniała grzywka z jednym, pojedynczym niebieskim pasmem. Mimo, iż był pojedynczy, od razu zwracał uwagę. Idealne kości policzkowe, idealny, kształtny nosek i oczy. Duże, błękitne oczy. Jej skórę można było równać z lalką porcelanową. Idealna.
- To .. j-ja ? - pisnęłam niezrozumiale.
- Tak. Ty  - odpowiedział grzecznie.
- Serio ?
- Tak.
- Naprawdę ?
- No.
- Really ?
- Yes.
- Oh, nie żartujesz ? - zapytałam zupełnie rozbawiona jego poirytowaniem.
- Tak - syknął wściekły po czym wrócił do roboty papierkowej.








niedziela, 5 lutego 2012

Rozdział 1.

Kiedy pierwsze promyki słońca dostały się do pokoju  świecąc prosto na moją twarz, nie mogłam powstrzymać śmiechu. To było tak bardzo przyjemne łaskotanie. W końcu wezbrałam się i otworzyłam oczy. Zawsze lubiłam przyglądać się białym ze złotymi pasami ścianom. W ogóle lubiłam swój pokój, mimo, że nie tylko w nim czułam się dobrze to i tak był wyjątkowy, bardziej wyjątkowy ze wszystkich.
- Em.. można ? - gwałtownie odwróciłam się w stronę drzwi. 
- Wejdź - mruknęłam i powoli chwiejnym krokiem wstałam z łóżka. Kiedy Alicja weszła z tacą pełną śniadania, jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu. 
- Głodna ? - zapytała ze śmiechem. Lubiłam Alicje. jej nie dało się nie lubić. Pracowała dla naszej rodziny już od czterech lat, więc z dumą mogłam głosić, iż to nie była jakaś tam służąca. To był członek '' mojej '' rodziny. 
- Tylko troszkę. Ej ! Nie musisz smarować mi grzanek - powiedziałam po chwili rumieniąc się. Zawsze jej powtarzałam, że ma tego nie robić. W końcu nie jestem delikatna i krucha jak jej się wydawało. Bardzo, ale to bardzo mnie to wyprowadzało z równowagi, kiedy wszyscy dookoła traktowali mnie jak boga. Gdyby jeszcze traktowali mnie tak za samą moją osobę, mogłabym nawet spokojnie na to pozwalać. Ale nigdy, przenigdy nie mogłam pozwolić, żebym była obsługiwana ze względu na moje nazwisko. 
- Non problema ! - powiedziała i podeszła do szafy, żeby wyjąć mi z szafy mój mundurek szkolny. Moje liceum było banalne, ale słynęło z bardzo pięknych mundurków. Rozebrałam się i kiedy weszłam do łazienki zamarłam. Woda była przygotowana. W wannie było mnóstwo piany, a płyn do kąpieli pachniał nieziemsko. Zabrałam szybko ręcznik i owinąwszy się nim podeszłam do Alicji.
- Co to ma znaczyć ? - zapytałam zbulwersowana. 
- No .. przygotowałam ci kąpiel..
- Ale mówiłam ci ! Sama umiem sobie poradzić, mam szesnaście lat ! Nie jestem już dzieckiem. Co ? Może rodzice ..
- Tak. To państwo Biankowscy kazali mi się tobą zająć, więc myślałam..
- Alicjo, słyszysz się ?! - byłam już wściekła. - Jezu, to, że nie mają dla mnie nigdy czasu, nie znaczy, że mają mi wynajmować nianie ! Pracujesz tu cztery lata, powinnaś wiedzieć, że tego nienawidzę. No nic, jeśli już to zrobiłaś, pozwól, że pójdę się wykąpać. Jednym susem znalazłam się w łazience. Zanurzona w wodzie patrzyłam nieprzytomnym wzrokiem w sufit.
- A czy może państwo Biankowscy zechcieli by zjeść ze mną obiad ? - krzyknęłam do drugiego pomieszczenia gdzie znajdowała się Alicja. 
- Luizo, przykro mi...
- Nie ważne - przerwałam jej. - Zapomnij. Tego pytania nie było.
Nadal wpatrywałam się w górę. Dlaczego nie mogłam mieć normalnej rodziny, która byłaby normalna ? Nie uważam, że moja nie jest, tylko mam dosyć. Moi rodzice myślą, że jak mają pieniądze są lepsi od innych. Szanowani Biankowscy. Heh, cóż za ironia. 
Po wyjściu z wanny wytarłam się i zabrałam się za makijaż. Jak zwykle na mojej toaletce leżało mnóstwo kremów, mleczek, błyszczyków, cieniów do powiek, żelów, pudrów, podkładów, wacików. W wielkim lustrze ujrzałam dziewczynę o długich, blond włosach. Miała wielkie oczy, a z nimi duże, czarne rzęsy. Rzadko widywało się blondynkę o ciemnych rzęsach. Oczy były koloru zielonego. Bardzo mocnego i głębokiego zielonego. Kiedy skończyłam, weszłam do pokoju by ubrać mundurek szkolny. Byłam z niego dumna. Biała minispódniczka z zielonym pasem doskonale pasowała do bluzeczki. Rozpięłam w niej tylko dwa guziczki, żebym nie wyszła na zakonnice. Czarny krawat był doskonały do całego zestawu. Lubię, kiedy koreczki butów stukają w drodze do samochodu. Kiedy miałam go na sobie ponownie wróciłam do łazienki, by przeczesać swoje włosy. Od kiedy je postopniowałam, wydawały mi się jeszcze bardziej wspaniałe. Wyszłam z łazienki by zaprezentować całokształt Alicji. ta gwizdnęła po czym powiedziała :
- Huh, wyglądasz wspaniale, kochanie.
- Tak sądzisz ? Nie .. no może trochę. No całkiem .. - zaczęłam robiąc zgrabny piruet. 
- Ojeju, która to godzina ! Musisz się pospieszyć. Lucyfer już czeka - powiedziała i już jej nie było w moim pokoju. 
- Ta.. szkoła - bąknęłam owijając szyję szalikiem. Może zrobiłam błąd, że włożyłam te jakże ''seksi'' podkolanówki ? Kiedy wyszłam, Lucyfer już na mnie czekał. Tak naprawdę ma na imię Cyryl, ale jest zły, kiedy go tak nazywamy, więc przyjęła się ''ksywa'' Lucyfer. 
- Jezu, ile mam czekać ? - zapytała otwierając prze de mną drzwi. Kiedy wsiadłam, poczułam te wyśmienite ciepełko, które przeszyło moje ciało.
- Masz lepiej, bo możesz sobie grzać dupę w tym aucie - powiedziała ze śmiechem i dałam mu przyjacielskiego kuksańca. Jego też bardzo lubiłam. Mimo, że wydawał się chłodny i oschły, szczególnie dla Alicji, był naprawdę duszą towarzystwa [ wyjątek : Alicja ]. Tak naprawdę wiem, że się lubią. Baardzo. 
- Ruszamy ? - zapytał nadal się szeroko uśmiechając. 
- Heh, nie, wcale nie. Wracam do mojej sypialni - rzuciłam. Ostatni raz spojrzałam na zegarek. Nie było jej. Czyli nie ma na co czekać.
- Czekajcie na mnie ! Czekajcie ! Ej, nie ty, ona ! - ktoś krzyczał jak dla mnie za głośno. Tylko jedna osoba była zdolna tak piszczeć. 
- Klara ! - pisnęłam kiedy dobiegła do ruszającego samochodu. usiadła obok mnie i krzyknęła Lucyferowi do ucha :
- Lucyferku, tęskniłeś ?! 
- Tak, te dwa tygodnie bez ciebie były udręką - powiedział Lucyfer z nutką sarkazmu. 
- Wiem, że to był sarkazm - mruknęła oburzona. Cmoknęła mnie w policzek. - I jak było na feriach ?
- Wyśmienicie ! Muszę ci opowiedzieć, a jest co opowiadać ! - pisnęłam zachwycona, że w końcu mogę ją zobaczyć.
- Ehm, możemy ruszyć ? 
- Jeszcze nie ruszyłeś ?! - krzyknęłyśmy chórem a Klarą po czym wybuchłyśmy śmiechem. 
- Tak, to moja wina - powiedział oburzony i ruszył. Może dlatego ludzie się go boją ? Ta jego mina ..

***

- Źle się czuję - powiedziałam i ruszyłam w stronę szkolnej toalety. Jak zwykle towarzyszyła mi moja przyjaciółka. 
- Boże, jesteś w ciąży ! To miałaś mi powiedzieć, prawda ?! Jezusie, Luiza, ty cholerna wszo, co ja ci mówiłam ! Wpadłaś ! Boże, będę ciocią, a jestem n a to za młoda ! Dzięki wielkie ! - mówiła jednym tchem. Czasami zastanawiałam się, jak ona to umie robić. W końcu zawsze tak mówiła, ale to stawało się przerażające.
- Nie wpadłam, idiotko, nie jestem w ciąży. Halo, z tej strony dziewica - powiedziałam stukając palcem w czoło, co miało znaczyć, żeby troche pomyślała. 
- Uhm, rozumiem, Ale się przestraszyłam - pisnęła po chwili i znalazła się przy mnie trzymając mi włosy. 
- Wiesz .. - nie dokończyłam bo nachyliłam się nad muszlą.
- Co ty jadłaś ? - zapytała z przerażeniem w oczach. 
- Jak to co ? Grzanki - odparłam obmywając twarz zimną wodą. 
- Jezu, jesz ich tyle, a nadal masz figurę modelki - syknęła i z udawanym oburzeniem odwróciła głowę. 
- Przecież ty też - mruknęłam zdziwiona. 
- Może trochę - powiedziała i obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
Popatrzyłam na nią. jej śmiech ustał, a sama patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach. Cofnęła się o de mnie o tyle, ile to było możliwe i zakryła usta dłońmi. 
- Boże, dostałaś okresu ? Dać ci zapasową bieliznę ? - zapytałam z na pewno z głupim wyrazem twarzy. 
-T-ty.. b-boże..t-ty..ale..a-ale.. - zaczęła jąkając nadal zakrywając dłonią usta. 
- No wykrztuś to ! Ja dostałam okresu ? - zaczęłam oglądać moje nogi, czy czasem nie są zakrwawione. 
- Masz s-skrzydła ! - krzyknęła. - Boże, ty masz skrzydła !! 
- C-co ? Nie rób ze mnie jaj, to nie śmieszne - pokiwałam jej palcem przed nosem.
- Luizo Biankowska. Miło mi cię poznać - ktoś rzucił za mną najpiękniejszy i najdelikatniejszy głos jaki kiedykolwiek słyszałam. Bałam się odwrócić. Bałam się w cholerę. Zamknęła oczy.
- B-bo zaraz zacznę krzyczeć.. wynoś się zboczeńcu ! - krzyknęłam nadal odwrócona do niego plecami. 
- Z-zboczeńcem ? Raczej Archanioł Gabriel - odpowiedział mi ten sam męski głos. Zamarłam i nie odważyłam się poruszyć chociaż odrobinę. Popatrzyłam na Klarę. Leżała w bezruchu na ziemi. 
- Nie martw się, zemdlała, ale jak się ocknie nie będzie pamiętać - powiedział. Kiedy się odwróciłam, ujrzałam wysokiego mężczyznę. Ubrany był oczywiście w długa, białą szatę. Stylowe '' Jezuski '' dawno wyszły z mody.
- W niebie raczej dalej są w modzie .. - zaczął. - Ale jak ci się nie podoba ..
- J-jak t-to ..  ? - jęknęłam patrząc mu prosto w oczy.
- Tak. Musisz opanować lekcję, w której będziesz potrafiła ukryć swoje myśli..hm.. - przybrał pozę myśliciela. 
- O-opanować ? Co t-ty pieprzysz ? - odgarnęłam grzywkę z czoła. Było całe mokre. 
- Pięknie ! - klasnął w dłonie. - Przechodzisz m-e-t-a-m-o-r-f-o-z-ę !
Czy to jest jakieś cholerne show ? A ja mam grać główną rolę ? 
- Już wiem, o co chodzi - zaśmiałam się. Wstałam i zaczęłam robić obracać się wokół własnej osi. - No dalej, wyłaźcie ze swoją debilną kamerą ! No dalej, czekam ! - zaczęłam chichotać. 
- O co ci chodzi ? Aa.. gdybym nie był aniołem, umiałbym tak ? - zapytał i po chwili z jego dłoni wyrosło .. drzewko. Małe drzewko. Ostatnim co pamiętam był mój idiotyczny chichot. Później urwał mi się film.